Zbieram się od dwóch tygodni żeby nadrobić zaległości na blogu no i jakoś topornie mi to idzie. A teraz wcale nie będzie łatwiej bo wielkimi krokami zbliżają się święta. A te święta będą koszmarnie pokręcone. Moja mama pojechała na kilka dni do moich dziadków ponieważ stan zdrowia mojego dziadka bardzo się pogorszył. Wróci w niedzielę albo w poniedziałek. Mało czasu na przygotowania. Oczywiście zaproponowałam że pomogę albo wigilię zrobimy u nas ale oczywiście się nie zgodziła. "Łaskawie" pozwoliła "coś" przygotować. Dodre i to :-) choć zaczynam powątpiewać czy wogóle coś mi się uda zrobić ponieważ Młody ostatnio potwornie daje mi w kość.
Wekeend zapowiada się prawdziwym hardkorem. Zarówno w sobotę jak i w niedzielę.
SOBOTA
Ciotka mojego męża wymyśliła sobie,że koniecznie w sobotę trzeba zrobić "maraton cmentarny" koniecznie w wekeend przed świętami gdy roboty jest tyle że niewiadomo w co najpierw łapy wsadzić. Wypadało by wreszcie trochę chałupinę ogarnąć coś przygotować na święta ale nie, musimy po cmentarzach chodzić. Bo co ludzie powiedzą jak na grobach nie będzie świątecznego stroika. A dwa tygodnie temu na cmentarzach była. A żeby było śmieszniej to MY mamy łazić a ONA będzie sobie w domku siedzieć. Bajka.
NIEDZIELA
Moja "kochana" Teściowa wymyśliła sobie na ten dzień obiad powitalny dla swojego najukochańszego synka i jego rodziny która przyjeżdza do kraju na święta. Zrozumiałabym to może gdyby opuścili nasz kraj lata temu ale oni wyjechali w sierpniu tego roku. Ale przyjeżdzają na święta więc z tej okazji trzeba spend rodzinny robić na trzy dni przed świętami (w które i tak się z nimi zobaczymy na obiedzie u Ciotki mojego meża). Argument mojej teściowej "bo oni przylatują w sobotę w nocy po bardzo długim locie z przesiadką i żeby synowa nie musiała obiadu robić to Ja zrobię dla nich obiad i przyjadą do mnie". Ok, argument mogę zrozumieć (choć Ja akurat na ich miejscu wolałabym poprostu odpocząć) ale po jakiego grzyba odrazu całą rodzinę zwoływać to tego nie rozumiem. Miała by ich dla siebie i mogła by wreszcie nacieszyć się swoimi słoneczkami (tak nazywa synów swojego najukochańszego syna). Tak wiem wredność przezemnie przemawia.
No i tak się zapowiada wekeend. Do działania zostaje mi poniedziałek i kawałek wtorku. Dziś przez 4 godziny pakowałam prezenty. Nie, nie dla tego że aż tyle ich jest tylko dlatego że Młody niespał dziś wogóle.
Na dokładkę strasznie boli mnie prawe ucho, jakby ktoś mi szpikulec wsadził do środka i przekręcał powoli. Może jakieś zapalenie się wykluwa.
Ech święta.