Czas się wytłumaczyć dlaczego wiatr hula na blogu. Krótko i na temat.
W niedziele 21 grudnia pod koniec obiadu u Teściowej zadzwoniła moja Mama,z wiadomością że mój Dziadek zmarł jej na rękach. W poniedziałek ruszyła machina załatwiania wszystkich formalności związanych z pogrzebem. Pogrzeb w środę 24 grudnia, Wigilia o godz.10tej w Sandomierzu (jakieś 260km od nas). Przez dwa dni gorączka u nas w domu, trzeba było wszystko zorganizować i dogadać oraz przygotować wszystko na wieczerze Wigilijną na wyjeździe. Czułam się jak w centrali telefonicznej bo telefon dzwonił co chwilę. W sumie zorganizowanie naszego przyjazdu i Wigili spadło całkowicie na mnie. Przecież nie mogłam zostawić tego na głowie mojej Mamy a tym bardziej Babci, one i tak miały roboty od groma i ciut ciut.
Wyruszyliśmy 24 grudnia o 5 nad ranem i dotarliśmy do Sandomierza około 8rano.
O 10tej odbyła się ceremonia. Opisywać jej nie będę bo to żadna przyjemność ani dla mnie ani dla osoby która to będzie czytać. Ale muszę pochwalić bardzo mojego Męża (poraz kolejny zresztą) bo spisał się naprawdę na medal. Zajoł się Młodym bezbłędnie przez cały pogrzeb w kościele i później na cmentarzu. Obaj byli blisko ale nie uczestniczyli w ceremoni, nie było biegania, skakania ani krzyków co u prawie 3latka jest normą nie do okiełznania. Ja mogłam spokojnie wspierać moją Mamę i Babcię nie matrwiąc się o dziecko, a Tata zajmował uwagę Młodego żeby się nie zorientował że dzieje się coś innego niż zwykle. Uprzedzę odrazu pytania (jeśli wogóle będzie ktoś to czytał) nie,nie mieliś gdzie i z kim zostawić Młodego,jak już wspomniałam była Wigilia i cała rodzina była z nami.
Ale na tym problemy się niestety nie skończyły. Od dnia pogrzebu Młody już wogóle nie sypia w ciągu dnia,a na domiar złego zrobił się jakbym to ująć bardziej szalony, bardziej uparty
Wigilia przemineła spokojna i przyjemna na ile to było tylko możliwe.
26tego wróciliśmy do Warszawy przywożąc moją Babcię. Walka o to żeby z nami przyjechała była trudna i ciężka ale się udało.
Sylwestra spędziliśmy już u siebie w domu.
Święta dały nam w kość emocjonalnie, psychicznie ale i też fizycznie.