Myśli mamy przy kawie
Żona, matka i kobieta. Tyle.
wtorek, 19 maja 2015
Górsk, powiat toruński, województwo kujawsko-pomorskie!
czwartek, 12 marca 2015
Jeśli mimo wszystko ktoś byłby zainteresowany
No cóż. Mimo wszystko ogłaszam zmianę adresu bloga .
Chętnych zapraszam TU
środa, 18 lutego 2015
Puk Puk czy Ktoś tam jest?
Czy jest ktoś kto czyta moje posty?...
niedziela, 8 lutego 2015
czwartek, 5 lutego 2015
Miejsce w Tworkach raz proszę
sobota, 31 stycznia 2015
Czas na wyjaśnienia
W niedziele 21 grudnia pod koniec obiadu u Teściowej zadzwoniła moja Mama,z wiadomością że mój Dziadek zmarł jej na rękach. W poniedziałek ruszyła machina załatwiania wszystkich formalności związanych z pogrzebem. Pogrzeb w środę 24 grudnia, Wigilia o godz.10tej w Sandomierzu (jakieś 260km od nas). Przez dwa dni gorączka u nas w domu, trzeba było wszystko zorganizować i dogadać oraz przygotować wszystko na wieczerze Wigilijną na wyjeździe. Czułam się jak w centrali telefonicznej bo telefon dzwonił co chwilę. W sumie zorganizowanie naszego przyjazdu i Wigili spadło całkowicie na mnie. Przecież nie mogłam zostawić tego na głowie mojej Mamy a tym bardziej Babci, one i tak miały roboty od groma i ciut ciut.
Wyruszyliśmy 24 grudnia o 5 nad ranem i dotarliśmy do Sandomierza około 8rano.
O 10tej odbyła się ceremonia. Opisywać jej nie będę bo to żadna przyjemność ani dla mnie ani dla osoby która to będzie czytać. Ale muszę pochwalić bardzo mojego Męża (poraz kolejny zresztą) bo spisał się naprawdę na medal. Zajoł się Młodym bezbłędnie przez cały pogrzeb w kościele i później na cmentarzu. Obaj byli blisko ale nie uczestniczyli w ceremoni, nie było biegania, skakania ani krzyków co u prawie 3latka jest normą nie do okiełznania. Ja mogłam spokojnie wspierać moją Mamę i Babcię nie matrwiąc się o dziecko, a Tata zajmował uwagę Młodego żeby się nie zorientował że dzieje się coś innego niż zwykle. Uprzedzę odrazu pytania (jeśli wogóle będzie ktoś to czytał) nie,nie mieliś gdzie i z kim zostawić Młodego,jak już wspomniałam była Wigilia i cała rodzina była z nami.
Ale na tym problemy się niestety nie skończyły. Od dnia pogrzebu Młody już wogóle nie sypia w ciągu dnia,a na domiar złego zrobił się jakbym to ująć bardziej szalony, bardziej uparty
Wigilia przemineła spokojna i przyjemna na ile to było tylko możliwe.
26tego wróciliśmy do Warszawy przywożąc moją Babcię. Walka o to żeby z nami przyjechała była trudna i ciężka ale się udało.
Sylwestra spędziliśmy już u siebie w domu.
Święta dały nam w kość emocjonalnie, psychicznie ale i też fizycznie.
czwartek, 18 grudnia 2014
Gorączka przedświąteczna
Zbieram się od dwóch tygodni żeby nadrobić zaległości na blogu no i jakoś topornie mi to idzie. A teraz wcale nie będzie łatwiej bo wielkimi krokami zbliżają się święta. A te święta będą koszmarnie pokręcone. Moja mama pojechała na kilka dni do moich dziadków ponieważ stan zdrowia mojego dziadka bardzo się pogorszył. Wróci w niedzielę albo w poniedziałek. Mało czasu na przygotowania. Oczywiście zaproponowałam że pomogę albo wigilię zrobimy u nas ale oczywiście się nie zgodziła. "Łaskawie" pozwoliła "coś" przygotować. Dodre i to :-) choć zaczynam powątpiewać czy wogóle coś mi się uda zrobić ponieważ Młody ostatnio potwornie daje mi w kość.
Wekeend zapowiada się prawdziwym hardkorem. Zarówno w sobotę jak i w niedzielę.
SOBOTA
Ciotka mojego męża wymyśliła sobie,że koniecznie w sobotę trzeba zrobić "maraton cmentarny" koniecznie w wekeend przed świętami gdy roboty jest tyle że niewiadomo w co najpierw łapy wsadzić. Wypadało by wreszcie trochę chałupinę ogarnąć coś przygotować na święta ale nie, musimy po cmentarzach chodzić. Bo co ludzie powiedzą jak na grobach nie będzie świątecznego stroika. A dwa tygodnie temu na cmentarzach była. A żeby było śmieszniej to MY mamy łazić a ONA będzie sobie w domku siedzieć. Bajka.
NIEDZIELA
Moja "kochana" Teściowa wymyśliła sobie na ten dzień obiad powitalny dla swojego najukochańszego synka i jego rodziny która przyjeżdza do kraju na święta. Zrozumiałabym to może gdyby opuścili nasz kraj lata temu ale oni wyjechali w sierpniu tego roku. Ale przyjeżdzają na święta więc z tej okazji trzeba spend rodzinny robić na trzy dni przed świętami (w które i tak się z nimi zobaczymy na obiedzie u Ciotki mojego meża). Argument mojej teściowej "bo oni przylatują w sobotę w nocy po bardzo długim locie z przesiadką i żeby synowa nie musiała obiadu robić to Ja zrobię dla nich obiad i przyjadą do mnie". Ok, argument mogę zrozumieć (choć Ja akurat na ich miejscu wolałabym poprostu odpocząć) ale po jakiego grzyba odrazu całą rodzinę zwoływać to tego nie rozumiem. Miała by ich dla siebie i mogła by wreszcie nacieszyć się swoimi słoneczkami (tak nazywa synów swojego najukochańszego syna). Tak wiem wredność przezemnie przemawia.
No i tak się zapowiada wekeend. Do działania zostaje mi poniedziałek i kawałek wtorku. Dziś przez 4 godziny pakowałam prezenty. Nie, nie dla tego że aż tyle ich jest tylko dlatego że Młody niespał dziś wogóle.
Na dokładkę strasznie boli mnie prawe ucho, jakby ktoś mi szpikulec wsadził do środka i przekręcał powoli. Może jakieś zapalenie się wykluwa.
Ech święta.