Od połowy grudnia Młody nie śpi już wcale w ciągu dnia. Będzie padał na przysłowiowy pysk ale spać nie pójdzie i już. Będzie ze zmęczenia szalał, biegał, pluł, krzyczał, gryzł, rzucał zabawkami i rzucał się na podłogę ale nie pójdzie spać i już.
W najgorszym wypadku wpadnie w taką złość i histerię, że zwymiotuje na siebie i wszystko co będzie się znajdowało dookoła.
Nie pomaga nic tj czytanie książki,oglądanie bajki, kubek ciepłego mleka, zaciemnianie pokoju, spacerowanie długie po dworze zarówno na piechotę jaki i w wózku, wybieganie i wyskakanie na pacu zabaw i wszystkie inne kombinacje. Po prostu Nie! bo NIE!
To że nie śpi to jeszcze pół biedy by było gdyby spokojnie przesypiał całą noc, ale nic z tego. Kładę go o 19tej (czasami trochę wcześniej) bo dłużej już się nie da go niczym zająć a jest już ze zmęczenia naprawdę nieprzytomny i przewraca się o własne nogi (dosłownie) a o 3 rano mam pobudkę. Czasami się udaje go jeszcze ululać czasami niestety już nie. I tak oboje zmęczeni, niewyspani i marudni musimy funkcjonować cały dzień.
Od godziny 13-tej (dawnej godziny lulania) zaczyna się cyrk. Już zmęczony i świadomy chyba tego że jest już śpiący zaczyna walkę sam ze sobą i z całym światem. Na czym ta walka polega? Różnie to wygląda ale jest to mniej więcej mieszanka wybuchowa tego co wymieniłam w trzecim zdaniu tego posta. W skrócie Armagedon. Czasami uda mi się tę furię trochę okiełznać albo czytając książkę albo zajmując farbami czy ciastoliną, Chwila spokoju jest krótka ale zawsze to już jakiś postęp.
O spaniu w ciągu dnia już mogę definitywnie zapomnieć choć na początku jeszcze walczyłam twardo myśląc, że może to bunt trzy latka. Ale po kilkunastu kopniakach w mój żołądek (siłę ma jak koń zaprzęgowy), kilkukrotnym doszczętnym obrzy... to znaczy zwymiotowaniu na mnie zaprzestałam starań. Młody mnie uszkodzi walcząc "o swoje" a kto później się nim zaopiekuje. Skapitulowałam.
Niestety w trakcie rozmowy z rodziną wymsknęło mi się całkiem niechcący, że Młody nie śpi w ciągu dnia (że też nie ugryzłam się w język). No i zaczęła się nagonka jędz . Naturalnie nagonka na mnie "że jak to może być, że On jest przecież jeszcze mały, że On rośnie, że On jeszcze POWINIEN spać w ciągu dnia". SERIO!? NAPRAWDĘ!? DZIĘKI ZA OŚWIECENIE BO JA, GŁUPIA MATKA PRZECIEŻ NIE MIAŁAM O TYM NAJMNIEJSZEGO POJĘCIA! Krew mnie do tego zalał jak jeszcze usłyszałam "Ty musisz zrobić WSZYSTKO żeby On spał w ciągu dnia". Ale na moje (o zgrozo spokojne i pełne nadziei na rozwiązanie) pytanie "co to znaczy Wszystko?" usłyszałam "WSZYSTKO!". Dzięki, jakież to było twórcze i inspirujące.
Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego że dziecko w wieku Młodego powinno jeszcze drzemać w ciągu dnia (przynajmniej tą godzinkę). I mi najbardziej na całym świecie zależy na tym żeby drzemał. Gdy drzemał miałam chociaż chwilę spokoju, mogłam swobodnie coś zrobić w domu, obiad ugotować czy po prostu herbaty się napić. Teraz nawet spokojnie do toalety nie mogę pójść.
Ale co mam zrobić? Moje wszystkie sposoby nie działają, wszystkie sposoby które wyczytałam gdzieś w książkach czy w internecie też się nie sprawdziły. Paniusie "mądralińskie" nic odkrywczego nie zaproponowały.
Zostaje mi chyba tylko zaciskać do bólu zęby i starać się nie oszaleć już do reszty. A jak jeszcze raz usłyszę "On POWINIEN spać w dzień" to zacznę walić głową w ścianę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz