sobota, 4 października 2014

Zwiedzanie "dobra" Narodowego

Foto. Mama przy kawie
Dobro Narodowe


Od jakiegoś czasu w ostatnią niedzielę września organizowany jest Maraton Warszawski. Co prawda nasza rodzinna biegaczka w nim nie uczestniczyła ale nadarzyła się okazja pozwiedzać nasz nowy obiekt sportowy, ponieważ maraton zaczynał się i kończył na płycie Stadionu Narodowego. Stadion stoi od jakiegoś czasu ale jakoś ciągle nie było okazji go pozwiedzać, przejeżdżaliśmy tylko koło niego wielokrotnie i za każdym razem mój Mały tylko krzyczał "Mama zobacz łódka, łódka!". Pomimo, że za każdym razem tłumaczyliśmy mu co to jest, jak się nazywa i jakie jest jego przeznaczenie nic nie skutkowało. Zakodował sobie łódkę i już. Więc był kolejny powód żeby się wybrać na zwiedzanie. Dotarliśmy na miejsce (ku ogromnej uciesze Młodego) SKM.
Pierwsza rzecz która mnie zirytowała na samym wstępie: jak Ja mam do jasnej ... zjechać wózkiem po takiego ogromnej ilości schodów żeby się wydostać ze stacji na błonia?! WRRRRRRRRRR! Aż się zapieniłam! Ja rozumiem że na Dworcu Zachodnim, na Śródmieściu i Ochocie i innych stacjach SKM brak jest windy, podjazdu czy czegokolwiek ułatwiającego dostanie się na górę bo to są "STARE" obiekty (zawsze to dobra wymówka). Ale stacja SKM Stadion Narodowy jest NOWYM obiektem,współczesnym ba nowoczesnym. Taaaaaa!
Dobrze, że byliśmy całą familią to daliśmy radę ale sama umarł w butach. OK przełknęłam to, skomentowałam i poszliśmy dalej.
Wdrapaliśmy się dzielnie pod górkę, dzielnie bo Młody tuptał twardo przy nas, dotarliśmy do jednej z wielu bram. I tutaj (mam nadzieję, że nikt ze Stróżów Prawa nie czyta tego) nastąpiło uroczyste obsiusianie bramy. Rzecz jasna bramę obsiusiał Młody nie my. Dumny był z siebie niesłychanie, zwłaszcza, że zrobił dużą fontannę na stojaka. Po podciągnięciu galotek z dumą popędził do Babci się pochwalić "Babcia obsiusiałem mój Stadion dla Narodów" :D
Gdy dotarliśmy do KOLEJNYCH SCHODÓW ręce mi opadły totalnie. Nowoczesny obiekt i wszędzie schody i schody i schody. ECH.
Na stadionie ludzi multum i koszmarnie głośno. Mój Młody w płacz i do Taty na ręce. No i tyle by było ze wspólnego zwiedzania. Wciąż tylko płakał "Tatusiu czemu ten pan tak głośno krzyczy". Nie było innego wyjścia jak szybko się ewakuować, nie chcieliśmy żeby nam się dziecię zapłakało. Jak zeszliśmy już na błonie to już było dobrze. Młody pobiegał trochę między drzewami w poszukiwaniu wiewiórek i jeży ale niestety nic nie "upolował". 
Moje wrażenia z wycieczki? Stadion jak stadion. Ogromny obiekt, przestronny z ogromną ilością schodów :-D głośno było rzeczywiście bardzo. Pan prowadzący bbbbardzo się emocjonował i nie tyle krzyczał co wydzierał się prawie do mikrofonu, a że nagłośnienie mają nie najgorsze to odnosiło się wrażenie, że krzyczy przez wielką tubę wprost do Twojego ucha. Jeśli chodzi o atrakcję dla małych dzieci tj. około 3 letnich to poza balonami (których coś ostatnio mój Młody znów zaczął się bać, nie wiem dlaczego) nie było absolutnie nic. 
A Młody jeszcze przez dwa dni chodził i powtarzał "nie lubię stadionu narodów bo tam pan strasznie bardzo głośno krzyczał"

Foto. Mama przy kawie
Bieg pochwalny

Foto. Mama przy kawie

Foto. Mama przy kawie
Murawa stadionu

Foto. Mama przy kawie
Moje chłopaki

Foto. Mama przy kawie
Dach

Foto. Mama przy kawie
Moje chłopaki "na samolota"

Foto. Mama przy kawie

Foto. Mama przy kawie
przytulas do Taty

Foto. Mama przy kawie



Foto. Mama przy kawie
od lewej: mój Młody, mój Mąż, moja Siostra, moja Mama 

Foto. Siostra Mamy przy kawie
od lewej: Ja, mój Młody, mój Mąż, moja Mama

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz