| Foto: Mama przy kawie |
Muszę jeszcze napomknąć, że z maszyną miałam do czynienia na zajęciach ZPT w szkole podstawowej (daaaawno temu). Ale postanowiłam się nie zrażać od razu. Przeczytałam instrukcję obsługi i zaczęłam po troszku sprawdzać jak to ustrojstwo działa. Przeszukałam internet żeby znaleźć coś do zrobienia na próbę i znalazłam. Jak zwykle rzuciłam się na gorącą wodę jak to cała Ja.
Ostatnio na dobranockowym czytaniu króluję "Pan Kuleczka". Historia o Panu Kuleczce, Kaczce Katastrofie, Psie Pypciu i Muszce Bzyk-Bzyk (polecam gorąco, świetna, przyjemna i pouczająca lektura nawet dla małych dzieci a starsze na pewno odnajdą ukryte w opowiadaniach przesłania). Wybór więc padł na jedną z postaci, na Psa Pypcia.
Wzór z jakieś strony bez odnośnika do autora czy oryginału, mam nadzieję, że autor nie obrazi się, że bez jego/jej wiedzy zamieszczam na moim blogu.
![]() |
| Wzór znaleziony w sieci |
To był mój debiut prawdziwy, nie wiedziałam jeszcze co i jak i w jakiej kolejności robić. Wyszło parę nie dociągnięć ale efekt końcowy zadowalający. A zabawa dla mnie przednia. Zwłaszcza, że w momencie gdy wypychałam mu środek wkładem z poduszki na dworze szalała straszna burza,a na zegarze zbliżała się północ. Od razu przypomniała mi się scena ze starego filmu o Frankensteinie i tekst " It's a life! A life!" :-D
A oto i "mój" Pypeć w całej okazałości (tło koszmarne ale tego dnia była kiepska pogoda i jedynie u Młodego w pokoju na zdjęciach było coś widać).
| Foto: Mama przy kawie |
| Foto: Mama przy kawie |
| Foto: Mama przy kawie |
| Foto: Mama przy kawie |
Najważniejsze, że Młody jak zobaczył moje "dzieło" wykrzyknął "O! Pypeć!"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz