Nie zapomniałam o swojej obietnicy pisania jak najczęściej. Wymówka jak wymówka zawsze się jakaś znajdzie. Moja jest następująca: na parę dni pojechaliś do Warszawy ( wiem, że to nie koniec świata i internet też tam jest :) ) ale jakoś jak nas było więcej to czas szybciej przelatywał przez palce i miałam go jeszcze mniej tylko dla samej siebie (nie sądziłam że to wogóle jest jeszcze możliwe). Do tego złapałam paskudnego jesiennego doła i jakoś nie miałam ochoty pakować go tutaj. Dół nadal mi niestety towarzyszy i mam problem, żeby się z niego wygramolić ( głęboka jest bestia) ale skoro znów piszę to jest jakaś nadzieja. Dziś tylko chciałam zapisać że żyje i pamiętam co sobie obiecałam ( bo nikt inny mi o tym nie przypomni)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz