Dzisiejszy dzień na szczęście był totalnym przeciwieństwem wczorajszego. Co prawda pobudka była o 5 rano! ale Młody się zlitował i dał mi jeszcze troszkę podrzemać bawiąc się samochodzikami na naszym łóżku małżeńskim.
Humorek od samego rana miał naprawdę super, grzecznie się bawił, jak poprosiłam żeby posprzątał zabawki z podłogi to bez grymaszenia zrobił to raz dwa (zawsze była o to prawdziwa walka), pozwolił mi na spokojnie zrobić obiad i posprzątać. No istny cud miód i orzeszki :)
W południe poszliśmy na podwórko i mały spacer (choć na spacer musiałam go o dziwo mocno namawiać). Poszliśmy do Pani Kozy, tak tak prawdziwej żywej kozy. Ktoś prawie w środku miasta ( rzut beretek od głównej arteri naszego miasta) trzyma sobie w ogródku żywą kozę. Choć widziałam ostatnio na rondzie obok nas biegające całe stado kóz więc nawet już się tej jednej nie dziwię. Przyjazna jest ta nasz Pani Koza bardzo, jak tylko nas przyuważy to przybiega się przywitać i oczysiście na mały poczęstunek (bo zwasze mamy dla niech choć kawałek marchewki). Młody ją zawsze karmi dumny niesłychanie.
Po spacerze na lulu bez najmniejszego sprzeciwu poszedł i spał jak susełek trzy godziny,a Ja w szoku totalnym tylko co chwile sprawdzałam czy czasem gorączki nie ma bo taka nagła odmiana o 180 stopni to aż podejrzane. Ale wszystko było ok.
Jak wstał to też z humorem dobrym i tak nam minoł spokojnie i wręcz sielankowo cały dzionek. Czy nie mogło by tak być już na stałe? Mnie się naprawdę bardzo to podobało. Choć z drugiej strony pewnie szybko by się znudziła taka sielanka. No takiej jak Ja to nigdy nie dogodzisz ;)
Humorek od samego rana miał naprawdę super, grzecznie się bawił, jak poprosiłam żeby posprzątał zabawki z podłogi to bez grymaszenia zrobił to raz dwa (zawsze była o to prawdziwa walka), pozwolił mi na spokojnie zrobić obiad i posprzątać. No istny cud miód i orzeszki :)
W południe poszliśmy na podwórko i mały spacer (choć na spacer musiałam go o dziwo mocno namawiać). Poszliśmy do Pani Kozy, tak tak prawdziwej żywej kozy. Ktoś prawie w środku miasta ( rzut beretek od głównej arteri naszego miasta) trzyma sobie w ogródku żywą kozę. Choć widziałam ostatnio na rondzie obok nas biegające całe stado kóz więc nawet już się tej jednej nie dziwię. Przyjazna jest ta nasz Pani Koza bardzo, jak tylko nas przyuważy to przybiega się przywitać i oczysiście na mały poczęstunek (bo zwasze mamy dla niech choć kawałek marchewki). Młody ją zawsze karmi dumny niesłychanie.
Po spacerze na lulu bez najmniejszego sprzeciwu poszedł i spał jak susełek trzy godziny,a Ja w szoku totalnym tylko co chwile sprawdzałam czy czasem gorączki nie ma bo taka nagła odmiana o 180 stopni to aż podejrzane. Ale wszystko było ok.
Jak wstał to też z humorem dobrym i tak nam minoł spokojnie i wręcz sielankowo cały dzionek. Czy nie mogło by tak być już na stałe? Mnie się naprawdę bardzo to podobało. Choć z drugiej strony pewnie szybko by się znudziła taka sielanka. No takiej jak Ja to nigdy nie dogodzisz ;)
A oto i nasza Pani Koza:
![]() |
| Fot. mama przy kawie |
![]() |
| Foto. Mama przy kawie |
![]() |
| Foto. Mama przy kawie |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz