środa, 12 listopada 2014

Trochę z innej beczki ;-) czyli przemyślenia mamy przy kawie i ...

Tak dla ścisłości w ramach małego wstępu nie jestem typem kobiety która musi mieć szafę osobną na kosmetyki, która bez pełnego makijażu ze śmieciami na podwórko nie wyjdzie, która śledzi na bieżąco trendy modowe i makijażowe. Wprost przeciwnie, na co dzień makijażu nie robię wcale, na jakieś rodzinne imprezy to podkład, tusz na rzęsy i może jakiś bardzo delikatny cień na oczy przy odrobinie fantazji i finito. Pierwszy i jedyny dzień w moim życiu (jak do tej pory) kiedy byłam naprawdę "odpicowana" to był dzień mojego ślubu (4 lata temu).
Ale ostatnio moje podejście troszkę się zmieniło. Wszystko przez zdjęcie zamieszczone w naszej miejscowej gazetce samorządowej. Jest tam króciuteńki wywiad nie wywiad (nawet sama nie wiem jak to określić) ze mną. Ale od początku.
Pewnego koszmarnie wietrznego i zimnego dnia wybrałam się z Młodym na spacer do piekarni, krótki bo pogoda nie sprzyjała ale z Młody trzeba było się przejść choć trochę bo przejawiał swoim zachowaniem totalne ekstremalne znudzenie i katastrofa wisiała już na włosku. Przy piekarni zaczepiła nas Pani z gazetki z prośbą o odpowiedź na kilka krótkich pytań (bardzo grzecznie i nie nachalnie). Jakoś nie miałam zbytniej ochoty się produkować zwłaszcza, że mieszkamy tu od niedawna i jeszcze aż tak dobrze miasta nie znam ale kobieta widzę przemarznięta (zresztą tak jak i Ja) i prosi, że już tylko jedna osoba jej została i będzie miała komplet. Dobra odpowiedziałam grzecznie na pytania a co mi tam, nawet zgodziłam się na zdjęcie z Młodym (inaczej cała robota Pani na marne) i o sprawie zapomniałam. Dopóki nie dostałam nowego wydania gazetki ze swoim zdjęciem w środku. O rany, pomijając już fakt, że moje słowa zostały trochę upiększone, ubarwione, wygładzone i  umądrzone (sens został zachowany) to zdjęcie wołało o pomstę do nieba. Nie właściwie nie samo zdjęcie (Mały wyszedł na nim ok i jakość nie najgorsza) ale Ja to istny obraz nędzy i rozpaczy. Przyznaję że moja próżność (o ile takową w ogóle mam bo jak do tej pory to jakoś cicho siedziała) i samoocena poleciały bardzo mocno w dół (jeszcze słychać świst upadku). Nigdy samej siebie nie oszukiwałam, nie jestem ani ładna ani zgrabna ale na tym zdjęciu po prostu wyglądam na zapuszczoną 50latkę a mam metrykalnie 32lata. No nie ukrywam, że mocno mnie to trafiło. Ale Ja nie z tych co będą siedziały w ciemnym koncie przez tydzień (choć czasami taka godzinka samotności by się przydała ale z innych powodów). Postanowiłam się wziąć za siebie. Przy moich zasobach finansowych na wiele sobie pozwolić niestety nie mogę (renomowany fryzjer, kosmetyczka czy makijażystka albo osobisty trener czy nawet klub fitnes odpada z kretesem) ale jest internet, YouTube i sklepy kosmetyczne więc trzeba zacząć działać. Już kiedyś próbowałam ale zabrakło mi wytrwałości i systematyczności ale teraz jest inaczej. Teraz mam paskudne zdjęcie które motywuje mnie jak nic innego do tego by działać :)  I co najważniejsze teraz wiem, że chcę i potrzebuję zmiany nie dla kogoś, nie dla innych tylko dla SAMEJ SIEBIE. Aby zadowolić własne EGO.
Wiele prawdy jest w tym jak mówią że po urodzeniu dziecka świat kobiety się zmienia, mój się zmienił diametralnie (ale to temat rzeka i może przy odrobinie weny i chęci kiedyś o tym może napisze). Jednego, najważniejszego mnie nauczyło, że bez systematyczności nie osiągnie się nic. Można zmieniać sposoby i drogi osiągnięcia celu, można stosować różne sztuczki, używać różnych narzędzi ale cel musi być jasno określony i trzeba wytrwale dążyć do jego osiągnięcia. Aż któregoś dnia po prostu "samo wyjdzie".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz